niedziela, 15 listopada 2009

ready? fight!


Zapominam się kolejny raz. Gdzieś wewnątrz mojej głowy odzywa się głos - nie poznaję tego tonu, to nie ja, jest zbyt stanowczy. (Rozsądek?) Z wyrzutem mówi "Co ty robisz?!". Jego echo niesie się jeszcze długo, więc się bronię. Jednak głos Rozsądku ucieka gdzieś uchem, gdy zostaje zagłuszony krzykiem Spontaniczności. Tracę siły, nie chcę walczyć, Ona tak pięknie szepcze, poddaję się. Wszystko toczy się dość szybko, czuję niedosyt, chcę się całkowicie zapomnieć, ale Rozsądek mimo ucieczki z mojej głowy, stoi niewzruszony obok i łypie na mnie wielkimi oczami w kolorze stali. Nie wiem, czy On też czuje presję tego spojrzenia, czy są inne powody, ale przestaje. Zaczyna się walka moich myśli - całe szczęście, że na słowa. Gdyby w użycie poszła broń, byłoby ze mną ciężko. Taka niekontrolowana autodestrukcja. Przyznam, że dość niebanalnie wyglądałby napis na nagrobku "Zginęła w wojnie swoich myśli.". Cudem ogarniam tą sytuację, jestem wyjątkowo świadoma swojego postępowania, więc jedna misja uwieńczona jest sukcesem, lecz to nie koniec konfliktu. Zaczynam zastanawiać się, czy sobie wmawiam to i owo, czy naprawdę jest tak, jak to widzę, a może mam na oczach tanie, chińskie okulary, które psują mi wzrok?
Chyba zacznę terapię z wykorzystaniem niekonwencjonalnych metod, tradycyjna medycyna zniszczyłaby mi organizm garściami tabletek na "normalność".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz